13. O tym, jak nie należy budować osiedli
W Polsce dorobiliśmy się wcale niezłych architektów od projektowania poszczególnych budynków. Liczba Gargameli, jak na tempo rozwoju budownictwa w ostatnich 20 latach jest stosunkowo niewielka. Co nie znaczy, że ich nie ma, mamy ich na Zielonej Białołęce całkiem sporo. Starczy przejechać się na ul. Kościuszki do Marek albo popatrzeć z rozejrzeć po okolicy tankując gaz na Głębockiej.
W przeciwieństwie do architektury pojedynczych domów, urbanistyka, czyli tworzenie z tych domów osiedli jakby nie dorasta do architektury samych domów. Częściowo winni są projektanci, częściowo – developerzy, którzy dążą do maksymalizacji zysku i minimalizacji kosztów, a przy tym liczą, że Lud Ciemny i Głupi i tak kupi ...
Niestety, życie pokazuje, że mają rację. Panie, zamierzając kupić kieckę, w której wystąpią razy kilka razy, mierzą ją, wyginają się przed lustrem, rozważają wszystkie „za i przeciw”. Panowie, zanim kupią samochód, który będzie im służył lat parę (jeśli go wcześniej nie „skasują”) czytają dziesiątki analiz w mądrej prasie motoryzacyjnej, konsultują się ze znajomymi, biorą samochód na jazdy próbne. Tymczasem kupując mieszkanie w osiedlu, gdzie będzie się mieszkało być może do końca życia i wydając na nie wszystkie swoje pieniądze oraz to, co zarobi się przez następne 30 lat – mało kto zada sobie trud sprawdzenia, jak to będzie naprawdę funkcjonować.
Ciekawe, że pisma specjalistyczne typu „Murator” chętnie zajmują się doborem kotła grzewczego do budynku albo porównaniem izolacyjności ściany z ceramiki ze ścianą z betonu komórkowego, a jakoś niechętnie pokazują, jak powinno być zorganizowane Osiedle.
Osiedle to poziom przejściowy pomiędzy mieszkaniem lub domem, a dzielnicą, którą na dobrą sprawę Zielona Białołęka jest. Dlatego prawidłowy rozwój podstawowych jednostek organizacyjnych naszej ZB powinien leżeć wszystkim na sercu. Pojedyncze domy jednorodzinne, zamieszkane przez kilka osób stanowią zbyt małe społeczności, by możliwe było utrzymanie bezpośrednich kontaktów ze wszystkimi „na bieżąco”. Należy pamiętać, że w przewidywalnym czasie będzie nas tu około 100.000. Dlatego tak ważne są dla rozwoju Zielonej Białołęki osiedla, a tam, gdzie nie da się ich stworzyć, bo zabudowa jest indywidualna – partnerstwa ulic itp. mniej lub bardziej nieformalne organizacje.
Wracając jednak do urbanistyki.
Powstają na Zielonej Białołęce osiedla, ale nie ma całościowego programu komunikacyjnego. Dlatego na dobrą sprawę tworzący projekt nie ma pojęcia, z której strony docelowo będzie „front”, a z której „oficyna”. Czy Trasa Olszynki Grochowskiej będzie główną ulicą Zielonej Białołęki, czy przelotową drogą szybkiego ruchu?
Po drugie, wiele jest na Zielonej Białołęce rolnych działek niescalonych, wąskich, a długich. Developerom nie chce się, albo uważają, że nie warto, ich scalać. Efektem są liczne powstające osiedla „ulicowe”, z jedną prostą uliczką długości ponad kilometra, zabudowaną takimi samymi domami szeregowymi. Pomijając wrażenie estetyczne, taki układ jest niezwykle niepraktyczny. Mało kto, wracając do domu lub spiesząc się do pracy wytrzyma nerwowo jazdę po tak długiej prostej z prędkością 20 km/godz. A przecież taka uliczka osiedlowa z reguły nie ma chodnika i stanowi ciąg pieszo-jezdny. Uwidacznia to podstawową wadę zabudowy szeregowej, tzn. problem iż dzieci i zwierzęta wybiegają z posesji prosto na ulicę. Następny problem to brak możliwości dozoru takiego obiektu, gdyż domy zasłaniają to, co się dzieje za nimi, a od zewnętrz z reguły nie ma dostępu, albo jest ciemno. Nawet jeśli alarm wyje i ochrona przyjedzie, to będzie miała poważne trudności ze sprawdzeniem, co się stało. Kolejny problem to szokująca wręcz długość ogrodzenia zewnętrznego takiej działki.
Po trzecie. Mieszkamy „wśród pól” i w przeciwieństwie do Centrum Miasta, gdzie osiedla „grodzone” są uważane za przejaw zdziczenia obyczajów, na Zielonej Białołęce ogrodzenie i strzeżenie osiedla jest jak najbardziej uzasadnione i nikt chyba się temu nie powinien sprzeciwiać. Jednakże Developerzy, zapewne trochę powodowani chciwością, a trochę z bezmyślności i ufając (nie bez podstaw), że ich klienci pojęcia nie będą mieli, czego oczekiwać, tworzą osiedla praktycznie niemożliwe do realizowania ochrony przed złodziejem. Mianowicie żadne chyba osiedle poza Miasteczkiem Regaty nie ma „drogi obwodowej” wzdłuż ogrodzenia, a poszczególne posesje bezpośrednio graniczą z ogrodzeniem całego osiedla. Często są to domy szeregowe, długie na kilkadziesiąt metrów każdy. W takich warunkach ochroniarz, nawet jeśli domoalarm zadziała i przybiegnie lub przyjedzie pod dom z wyjącą syreną – nie będzie mógł stwierdzić, co się dzieje „z tyłu”. A z tyłu złodziej przeczeka, aż alarm się wyłączy i dokończy swoje dzieło. Jest jeszcze inny aspekt „drogi obwodowej”. Jeżeli taka droga jest i ma parę metrów szerokości, a do tego jakiś pas zieleni, i jest jako-tako oświetlona, to można założyć, że stanie się ta droga spacerowiskiem dla właścicieli psów wychodzących ze swoimi pupilami. W ten sposób zamiast jednego strażnika pedałującego przez osiedle na rowerze co godzinę, granice osiedla patrolować będzie ochotniczo i za darmo kilkanaście lub więcej patroli z psami, które ochoczo wywęszą i obszczekają każdego kryjącego się w krzakach złoczyńcę. Co więcej, tak się składa, że ludzie z psami z reguły wychodzą bardzo rano, przed wyjazdem do pracy i wieczorem, po zmroku, czyli w godzinach, w których włamywacze najbardziej lubią grasować.

Dodaj komentarz