Wycieczka rowerowa do Nieporętu

Od dawna planowaliśmy wypad rowerowy nad Zalew Zegrzyński. Ale tak jak wszystkim brakuje nam czasu, trudno się wyrwać od codzienności. W ten weekend jednak udało się wykroić kilka godzin. Krótkie przygotowanie i szybko wsiedliśmy na rowery, tak jakby nas kto gonił, już w drogę, bo się rozmyślimy.

Pierwszy kawałek po asfalcie, byle szybciej do lasu, mamy siły ostro pedałujemy. Pierwszy cel dotrzeć do rzeki Czarnej, wzdłuż której jest szansa dojechać aż nad Kanał Żerański (dawniej zwany Królewskim). Asfalt szybko się kończy w Olesinie, przy pętli autobusowej, i dalej już spokojnie pojechaliśmy leśną drogą w kierunku krajowej drogi numer 632.

Pierwszą atrakcją miały być wydmy w lesie, ale ze względu na to, że zgubiliśmy nieco drogę, nastąpiła zmiana planu i znacznie szybciej dotarliśmy do asfaltu. No tak, na początku wycieczki wszyscy zawsze mają „parę” w nogach i nie bardzo jest ochota się zatrzymywać.

Droga krajowa numer 632 okazała się spokojną drogą asfaltową, o dziwo o nieznacznym ruchu samochodowym, dlatego też postanowiliśmy przejechać kawałek nowym asfaltem. Po lewej stronie od drogi mogliśmy z dala podziwiać „słynne” wydmy, ale szczerze mówiąc daleko im do prawdziwych wydm nad Bałtykiem, krajobraz jednak jak dla Białołęki dosyć ciekawy.

Kręcimy mocno z górki jak „cudowne dzieci dwóch pedałów”. Ale w końcu, przecież, mieliśmy jechać nad rzekę Czarną, no to ostry skręt na leśną drogę, i znów lasem przedzieramy się nad rzekę. Trochę błądzimy i musimy zawracać w kompletnych szuwarach (brak drogi), ale przy okazji zauważyliśmy ślady bytności miejscowych bobrów!

No tak blisko Warszawy, a tu bobry spokojnie harcują? Niestety zwierzaków na żywo nie udało się nam wypatrzeć.

Jedziemy dalej i w końcu docieramy trasą rowerową nad rzekę Czarną, teraz zbaczamy ze ścieżki i bazując na mapie z Googli ruszamy wzdłuż rzeki. Rzeka Czarna jest naprawdę piękna, jestem mile zaskoczony czystością wody, choć rzeka jest bardzo płytka z brzegu widzimy małe rybki, oczywiście robimy przystanek i zdjęcia.

Teren przy rzece jest bardzo przyjazny do odpoczynku, spędzamy tu trochę czasu. Tak sobie wyobrażam, że jest to doskonałe miejsce na wypad grilowy z rodziną, ale dziś mamy inne plany, siadamy na rowery i ruszamy dalej. Ścieżka wzdłuż rzeki nie jest zbyt przychylna do szybkiej jazdy, ale to w końcu nie jest trasa rowerowa, jedzie się wolno ale przyjemnie, bo choć słońce jest już wysoko i trochę mocnej grzeję, ale chłodek od rzeki mocno pomaga.

Następną atrakcją są mosty alianckie systemu Baileya. Po drodze spotykamy 2 takie mosty, jeden jest w stanie dosyć słabym, drugi zaś przepięknie odremontowany.

Mosty na rzece Czarnej pochodzą z II wojny światowej.  Mosty takie były używane przez aliantów na froncie zachodnim. W Polskich Siłach Zbrojnych mosty takie były na wyposażeniu dywizji pancernej gen. Maczka. Oba mosty zostały po wojnie dostarczone do Polski, gdzie pewnie miały spełniać role tymczasowe, ale niestety jak widać niektóre przetrwały do naszych czasów, może to i dobrze, bo teraz są atrakcją turystyczną.

Mosty nam się bardzo podobają, jesteśmy dumni, że w naszej okolicy znaleźliśmy kawałek historii. To tyle o mostach, ruszamy dalej. Niedaleko od ujścia rzeki w terenie praktycznie zabudowanym, spotykamy nieoczekiwanie sarenkę, nie jest mocno spłoszona ale nie udaje się zrobić zdjęcia. No cóż za spotkanie, takie piękne zwierze na wolności, przez chwile zazdroszczę ludziom, co tu mieszkają. Sarenka umyka przed nami a my jedziemy dalej. W końcu docieramy do ujścia rzeki Czarnej do kanału Żerańskiego.

Tu czuje ulgę, bo wybraliśmy ścieżkę po prawej stronie rzeki, ale myśleliśmy o lewej stronie, bo na mapie satelitarnej widzieliśmy coś w rodzaju mostka, ale teraz dobrze widać, że to są pozostałości jakieś starej tamy.

Nurt tu jest już spory i nie ma mowy o przeprawie na drugą stronę, dobrze że jechaliśmy prawym brzegiem, uff. No to teraz musimy tylko wyjechać na trasę rowerową przy Kanale Żerańskim.

Pierwotnie kanał nazywano Królewskim, bo powstał z polecenia króla Zygmunta III Wazy, w celu uregulowania rzeki Długiej na odcinku od Kobiałki do Narwi, która zagrażała wylewami dworowi myśliwskiemu Wazów w Nieporęcie. Kanał Królewski został wykorzystany przy budowie Kanału Żerańskiego. Pierwsze prace ruszyły w 1919, potem budowano w latach 1935-1938. Współczesny kanał został ukończony w 1951 roku. Nad kanałem jest 10 mostów drogowych i 3 kolejowe, większość jest dobrze widoczna na trasie rowerowej. Jedziemy po prawej stronie, aż do najbliższego mostu przez kanał. Szybko docieramy do mostu, ale tu niespodzianka, most jest dosyć wysoki i musimy uprawiać kolarstwo przełajowe po schodach, jednak widok z mostu robi na nas na tyle dobre wrażenie, że nie żałujemy swojej decyzji.

Jedziemy na drugą stronę, gdzie przez las wyjeżdżamy na znaną warszawiakom, słynna trasę rowerową wzdłuż kanału. Uff, jak dobrze tu się jedzie, ścieżką jest bardzo dobrze ubita i dostatecznie szeroka, prawie autostrada, przy naszych poprzednich wyczynach. Po pierwszych metrach drogi, już wiemy czemu warszawiacy tak uwielbiają jeździć tą trasą, naprawdę przyjemna droga, doskonałe widoki, spokojna woda kanału nastraja pozytywnie, ostro zwolniliśmy tempo, odpoczywamy. Jedyny mankament to, że na trasie jest sporo rowerzystów i trzeba uważać.

Rozglądamy się, dziś jest sporo wędkarzy, niektórzy nawet coś łowią, przyjemnie popatrzeć, my od naszej ostatniej wyprawy do Norwegii, kija w reku nie trzymaliśmy, no cóż może kiedyś i my tak sobie posiedzimy przy piwku na luzie, ale teraz musimy jechać dalej.

Doskonałą trasą rowerowa szybko docieramy do Nieporętu, nawet myślimy, że to jeszcze nie koniec, ale most kolejowy, świadczy wyraźnie, że niestety to już Nieporęt. Ścieżka się kończy i trzeba teraz jakoś dotrzeć na plaże. Nieporęt jak zawsze jest mocno przeładowany samochodami, nie wygląda to dobrze, korek jak zawsze. Na szczęście rowery w korku nie stoją, po krótkiej przeprawie na drugą stronę drogi krajowej 633, trafiamy na fajny nowy bulwar miejski, przeznaczony tylko dla pieszych i rowerów, jaka ulga, że nie musimy wąchać spalin, w zamian obserwujemy „wystawę” nowoczesnych jachtów.

Teraz już tylko szybko do płazy. Jest ludno, ale przyjemnie, obserwujemy pływające jachty i deski windsurfingowe. Widok nad Zalewem jak zawsze zajefajny, lekki wiaterek znad zalewu robi swoje, teraz spokojnie odpoczywamy.

Ostatnio mamy tu sporo nowych atrakcji: knajpy dookoła, jakieś mini Zoo, drewniana wieża, ale i tak nic się nie równa z widokiem na Zalew. Szkoda, że woda nie pozwała się wykąpać, ale i tak odpoczynek jest przedni.

Po 30 minutach ruszamy w drogę powrotną. Tym razem, postanawiamy dłużej trzymać się kanału, bo jesteśmy już trochę zmęczeni, a trasa przy kanale nie jest trudna nawet dla niedoświadczonych rowerzystów.

Na drugą stronę kanału przeprawiamy się już w samej Kobiałce, gdzie zatrzymujemy się przy tamie wodnej i robimy zdjęcia.

No to już koniec naszej wycieczki, teraz już tylko asfaltem do domu. Szkoda trochę szybko minęło, kiedy znowu będziemy mieli trochę czasu na odpoczynek w okolicy, której tak naprawdę nie znamy?


Greg, 23-06-09 10:15:
Pomysł na wycieczkę rowerową bardzo dobry. Można zostać zainspirowanym do eksploracji nowych terenów.

Pozdrawiam i życzę kolejnych udanych wycieczek
elb, 23-06-09 16:12:
Gratuluje pięknej wycieczki. Może i ja wybiorę się ze swoją rodzinką. Ale syn dopiero uczy się jeździć na 2-ch kółkach. Chyba że znów w fotelik :-)
rsdona, 25-06-09 14:16:
super wyprawa może kiedyś dołączę do was
Wojtek, 10-08-09 13:31:
Stawiam wniosek o urządzenie "rajdu z sekatorem" po ścieżce wzdłuż Kanału Żerańskiego". Ja sam napewno w przyszłym tygodniu zabieram ze sobą na wycieczkę takie narzędzie. W niedzielę pojechaliśmy z Córcią nad Zalew i niemiłosiernie wychłostały nas gałęzie, któruch nikt nie przycina. Miejscami jest już węziej niż 1 metr, a ruch rowerów jest naprawdę intensywny w obu kierunkach. Jeśli każdy cyklista zatrzyma się parę razy przy jakimś większym krzaczorze i go przytnie, to po takiej akcji "da się jeździć". Jak nie - to wobec braku zainteresowania odpowiednich Służb i Władz ścieżka zarośnie.
Magda, 13-08-09 13:27:
Jestem pod wrażeniem: jutro mam wolne i chętnie bym się wybrała na taką wycieczkę. Niestety mój syn znów przebił dętkę i spędzimy dzień na renowacji roweru. Wracając do tematu rowerów: można by stworzyć taką grupę zapaleńców :). Przypadkowo znalazłam portal my-sport i chyba przez niego można łatwo się organizować i poznawać. Wydaje się być dobrym rozwiązaniem szczególnie na początku, później już można tradycyjnie.
Dodaj komentarz

* - pole wymagane

*


*
*
maj 2012
powtśrczpisoni
1830123456
1978910111213
2014151617181920
2121222324252627
2228293031123
Teraz
26.7°
Dziś14°/27°
Jutro15°/27°
Tydzień Kwitnących Akacji

Białołęka w sieci

Gazeta Wyborcza